Przy okazji nadchodzącego Nowego Roku wracam myślami do podróży. Tych bliskich i dalekich. Rowerowych przede wszystkim, choć z czasem także kolejowych. Fotografie poukładane w albumach — papierowych i cyfrowych — wciąż mają niezwykłą moc: wystarczy chwila, by przywołać miejsca, zapachy, zmęczenie nóg, radość drogi. Dzięki nim mogę wrócić do różnych zakątków w dowolnej chwili.
Od maja do października byłem niemal nieustannie w drodze. Polska i Europa, długodystansowe samotne wyprawy, krótsze wycieczki, spacery i treningi w Sudetach Zachodnich. Jazda w pięknych okolicznościach przyrody — bez pośpiechu, bez rywalizacji, z uważnością na krajobraz. W ten sposób przygotowywałem się także do sezonów narciarskich: podjazdy, przełęcze, kilometry pokonywane dzień po dniu.
Na filmach i fotografiach, które tu prezentuję, zobaczycie jak w kalejdoskopie: Jelenią Górę — miasto pośród gór, wspinaczki na przełęcze Karkonoszy, Gór Izerskich i Gór Kaczawskich. Jest Bałtyk i jeziora, Mazury i Podlasie. Mikołajki, Kanał Elbląski. Jest też trasa rowerowa po drugiej stronie Nysy i Odry — Oder–Neiße-Radweg. To moje wędrówki w pigułce. Chwile, które udało mi się uchwycić w końcówce mojej „rowerowej historii”, już w nowej erze — Full HD. Wszystkie sceny mojego autorstwa: kamera na statywie, autofilmowanie, cierpliwość.
Kiedyś podróżowanie rowerem było dla mnie czymś więcej niż turystyką — nazywałem to sportem. Długie etapy, często około 120 kilometrów dziennie, wymagały solidnych przygotowań kondycyjnych i logistycznych. Trzeba było zaplanować trasę, posiłki, noclegi, zwiedzanie miejsc, do których dojazd bywał długi i wyczerpujący. To była szkoła samodzielności i pokory wobec drogi.
Dziś te wielkie, dalekie wyprawy należą już do przeszłości — zdrowie (choroba wieńcowa) i wiek postawiły swoje granice. Dlatego, podobnie jak wielu innych podróżników, odkryłem pociągi. W drugiej połowie lipca 2019 roku odbyłem swoją pierwszą w historii dłuższą podróż koleją — (prawie) dookoła Polski, głównie pociągami PKP, z kilkoma lokalnymi autobusami po drodze. Powstało z niej kilka galerii zdjęć — inna forma podróży, ale ta sama ciekawość świata.
Szczególne miejsce w tym archiwum zajmuje Świnoujście. Nadmorska część miasta i centrum, morze, mewy, promy, promenady, ulice i deptaki jednego z najpiękniejszych polskich miast nad Bałtykiem. Cały materiał zrealizowałem podczas pobytów sanatoryjnych w latach 2022 i 2023 — w czasie rehabilitacji po wypadku rowerowym i operacji.
Wracam też do Gór Kaczawskich — miejsca wolności. Realizacja tych relacji była niezwykle pracochłonna: ciężki statyw, podjazdy, powtarzanie ujęć przy autofilmowaniu. Biker, operator kamery i montażysta w jednej osobie. Materiały przeleżały kilka lat w szufladzie. Dopiero teraz zmontowałem je na nowo. Widoki zapierają dech w piersiach — na wszystkie cztery strony świata: Karkonosze, Rudawy Janowickie, Pogórze Izerskie i Kaczawskie.
Fotografia zawsze była dla mnie sposobem utrwalania drogi. W wolnych chwilach zajmowałem się turystyką rowerową, a zdjęcia z wypraw dawały mi ogromną radość. Dziś, przy kawie lub herbacie, w domowym zaciszu, fotografie ułożone w albumach pozwalają „wracać” — bez wysiłku, ale z tym samym wzruszeniem.
Choć zdjęcia podróżnicze zajmują sporo miejsca na stronie i w archiwum, najważniejsze zawsze były dla mnie Sudety Zachodnie i Jelenia Góra. Gdy tylko mam chwilę, idę pieszo w plener, bez pośpiechu ustawiam aparat na statywie i spokojnie kadruję obrazy. Szczególnie polecam fotografie z Gór Kaczawskich, Karkonoszy i całej Kotliny Jeleniogórskiej.
Nie wiem, ile odbyłem wycieczek rowerowych — jeśli liczyć, to pewnie w tysiącach. Nigdy nie prowadziłem szczegółowej dokumentacji krótkich wypadów. Nie zawsze brałem aparat, zwłaszcza w czasach fotografii analogowej. Dlatego poniżej prezentuję także serię rowerowych autoportretów — statyw, samowyzwalacz, chwila zatrzymania w drodze.
Dziś wszystko to opowiadam głównie w czasie przeszłym. Wielkich, długodystansowych wypraw — często ponad 100–120 km dziennie — już nie ma. Ale są krótkie „spacery rowerowe dookoła komina”, po Kotlinie Jeleniogórskiej. I są wspomnienia, które wciąż żyją.
Ten tekst powstał z okazji Nowego Roku — i bez okazji. Z czystej potrzeby pamięci.
