Ostatni raz byłem na Łysej Górze w 2018 roku. Dzisiaj (w piątek 19.09.2025) odbyłem sentymentalną wycieczkę rowerową na sam szczyt… Od Zabobrza przez „Brzozowy Zakątek” i drogą pod Górą Szybowcową do Dziwiszowa. A dalej szutrówką od Płoszczyny w góry. Moją dawną, ulubioną trasą. Teraz jednak bardzo trudną. Na stromych odcinkach musiałem zejść z roweru i iść pieszo. A przedostatni jej fragment praktycznie nieprzejezdny. Leśna droga zniszczona przez maszyny do zrywki drzewa. Deszcz dopełnił reszty i zrobiło się wielkie błoto… Musiałem lawirować przez leśne bezdroża i chaszcze, aby dostać się na łysogórskie łąki, bezleśne zbocza. Tam już łatwo zdobyłem szczyt. Przejechałem obok masztów i szybko znalazłem się obok dawnego schroniska. Mikrostacja kiedyś tętniąca życiem, obecnie przerażająco cicha… Tylko świerszcze grają w trawie. Zieleń pod moją nieobecność bujnie się rozwinęła. Świerczki na stoku są dwa razy większe, górują nad piątką i szóstką. Budynku z drogi prawie nie widać… Zamyślony usiadłem na ławeczce przy drodze. Wymarzona pogoda na spacer, bardzo ciepły i słoneczny dzień. Ale mi było smutno…
Sentyment pozostał
Ostatni raz byłem na Łysej Górze w 2018 roku. Dzisiaj (w piątek 19.09.2025) odbyłem sentymentalną wycieczkę rowerową na sam szczyt… Od Zabobrza przez „Brzozowy Zakątek” i drogą pod Górą Szybowcową…
