AI – redaktor, korektor, grafik

Kilka słów o moim pisaniu (i o AI) Przez całe życie byłem przede wszystkim instruktorem narciarstwa, a nie publicystą, redaktorem czy pisarzem z dyplomem. Pisanie zawsze było dla mnie narzędziem,…

Kilka słów o moim pisaniu (i o AI)

Przez całe życie byłem przede wszystkim instruktorem narciarstwa, a nie publicystą, redaktorem czy pisarzem z dyplomem. Pisanie zawsze było dla mnie narzędziem, a nie zawodem – sposobem opisywania pracy, ludzi, wydarzeń, prowadzenia dokumentacji kursów, korespondencji, sprawozdań oraz treści na stronę internetową.
Tworzyłem różne teksty związane z działalnością SN i SKS AESCULAP – tak, jak potrafiłem, najlepiej jak umiałem.

Nie ukrywam: nie było to pisanie „profesjonalne” w sensie redakcyjnym. Brakowało mi warsztatu, wiedzy edytorskiej, a także czasu — bo moim zawodem było prowadzenie szkoleń narciarskich, a nie siedzenie przy klawiaturze. Przez chwilę myślałem nawet o wydaniu książki ze wspomnieniami ze Szkoły i Klubu, ale szybko zderzyłem się z realiami: koszty redakcji, korekty, składu… i temat odkładałem „na kiedyś”.

I wtedy… przyszła era sztucznej inteligencji.

Nagle okazało się, że mam do dyspozycji redaktora, korektora i językowego porządkowego w jednym. Narzędzie, które sprawia, że moje teksty od razu zyskują na przejrzystości, stylistyce i czytelności. To dokładnie ta pomoc, której przez lata mi brakowało — i na którą wcześniej zwyczajnie nie było mnie stać.

Żeby było jasne i uczciwie wobec czytelników:
👉 AI jest dziś moim redaktorem.
Treść, wspomnienia, fakty, doświadczenia są moje — forma jest wspomagana nowoczesną technologią.

Nie odziedziczyłem wprawdzie po prababci Helenie Mniszek literackiego talentu na miarę wielkich powieści 😉, ale dzięki AI mogę wreszcie opowiadać swoje historie czytelnie, spokojnie i bez walki z przecinkami.

Dlatego pod nowymi tekstami pojawia się ikonka AI — żeby nikt nie miał wątpliwości, kto pomagał je redagować.
A krytykom… cóż… niech przypną narty i pojadą dalej ⛷️😉

I to na razie wszystko. Dla mnie ta ikonka jest „certyfikatem” jakości. Kończę, bo oczy – od wpatrywania się w literki na monitorze – po prostu bolą…

Powrót na górę