·

Nie pamiętam dnia

Nie pamiętam dnia, w którym powstało to zdjęcie.I nie chcę go pamiętać. Data, nazwa miejsca, nawet pasmo górskie — wszystko to jest drugorzędne. To nie jest fotografia z kategorii „byłem…

Nie pamiętam dnia, w którym powstało to zdjęcie.
I nie chcę go pamiętać. Data, nazwa miejsca, nawet pasmo górskie — wszystko to jest drugorzędne. To nie jest fotografia z kategorii „byłem tu”. To jest obraz bycia sobą — gdzieś wysoko, tam, gdzie zawsze było mi najbliżej.

Ten portret nie zatrzymuje chwili. On zatrzymuje stan. Stan wolności, który przychodzi tylko wtedy, gdy człowiek wielokrotnie sprawdził siebie w górach, gdy zna ich rytm, ich milczenie i ich wymagania. Gdy wysokość nie onieśmiela, lecz uspokaja. Gdy śnieg, wiatr i przestrzeń przestają być wyzwaniem, a stają się naturalnym środowiskiem.

Patrzę na tę twarz i widzę nie jeden wyjazd, lecz całe instruktorskie życie. Setki dni spędzonych na nartach, tysiące zjazdów, drogę dochodzenia do poziomu, którego nie mierzy się już techniką, lecz pewnością ruchu. Jest w tym spojrzeniu radość, ale i skupienie. Jest duma — cicha, bez potrzeby potwierdzania jej komukolwiek.

Niebieski kombinezon stapia się z krajobrazem. Człowiek nie stoi tu przeciwko górom. On jest w nich, częścią ich przestrzeni, ich chłodu i światła. Za chwilę ruszy. Już o tym wie. Już to czuje. Myśl ucieka ku temu momentowi, w którym narty oderwą się od bezruchu, a ciało wejdzie w stan pełnej płynności — w ten szczególny przepływ, gdzie wysiłek znika, a zostaje czysta radość jazdy.

To zdjęcie przypomina mi, kim byłem.
I w pewnym sensie — kim wciąż jestem, gdy tylko zamknę oczy i pomyślę o śniegu pod krawędzią narty.

Nie miejsce jest tu ważne.
Ważne jest to, że tam, wysoko, byłem u siebie.

Powrót na górę