Upłynęło wiele lat od czasu moich pierwszych lekcji narciarstwa i tenisa. Szczegóły zacierają się w pamięci, ale jedno pozostało niezmienne: narciarstwo i tenis to pasje Stanisława Rażniewskiego. Tego trzyma się przez całe życie. Kocha sport i od zawsze działa na rzecz wychowania dzieci i młodzieży. Potrafi przy tym godzić pracę zawodową z obowiązkami rodzinnymi. Do narciarstwa przekonał również swoją żonę Teresę, a od samego początku wspólnie wychowywali swoich synów w sportowym duchu. Dziś Michał i Tomasz są instruktorami.
Odkąd sięgam pamięcią, słyszę o Tacie słowa wypowiadane z szacunkiem – zawsze z domieszką podziwu, często ze szczerym uśmiechem, nieraz z dobrą anegdotą. Ludzie znają go od najlepszej strony: jako pogodnego nauczyciela, oddanego całym sercem swoim dzieciom i zawodnikom. Nauczyciela z powołania. Pasjonata, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.
Najlepszym tego przykładem była budowa stacji narciarskiej na Łysej Górze przy Szkole Narciarskiej. Gdy sprawa ruszała, wielu kręciło głowami z niedowierzaniem, inni uśmiechali się drwiąco. A jednak… Dziś jeździmy na nartach w Górach Kaczawskich. Zanim jednak do tego doszło, Tata jeździł na zawody, zabiegał o sprzęt dla reprezentantów klubów, w których pracował – a „Stal Cieplice” liczyła się w świecie narciarstwa alpejskiego. Biegał po urzędach, załatwiał sprawy, prosił, pokonywał mury urzędniczej machiny. Rzadko się gniewał. Po prostu robił swoje.
„Róbmy swoje…” – mawiał często. I rzeczywiście: z uporem godnym maniaka wykonywał swoją mrówczą pracę. Prowadził lekcje wychowania fizycznego w Technikum Ekonomicznym, rozwijał tenis jeleniogórski, doprowadzając miejscowe korty do okresu świetności. W latach siedemdziesiątych były one znane w całym kraju dzięki ogólnopolskim turniejom „Września Jeleniogórskiego” oraz mistrzostwom Polski. Pamiętamy mecze Wojciecha Fibaka i Macieja Dobrowolskiego, a nieco wcześniej Wiesława Gąsiorka, Tadeusza Nowickiego, Mieczysława Rybarczyka i wielu innych gwiazd ówczesnego polskiego tenisa.
Patrzyłem na to wszystko jako dziecko. Kibicowałem, podawałem piłki. Dzięki Tacie spędziłem na kortach całe dzieciństwo – grałem, odbijałem piłki o „ścianę”. A Stanisław Rażniewski działał, działał, działał.
– „Panie Staszku, rakieta – naciąg poszedł…”
– „Panie magistrze, korty zalało. Co robimy?”
Zawsze był w swoim żywiole i zawsze radził sobie z przeciwnościami losu.
Zimą przychodził czas na narty. Klub przy „Fampie” w Cieplicach, pierwsza szkoła narciarska, później Aesculap. Wieloletnia współpraca z PTTK. Turystyka górska i krajoznawstwo szły w parze z nauką podstaw jazdy na nartach i szkoleniem zawodniczym. Stanisław Rażniewski konsekwentnie dbał o wszechstronny rozwój swoich wychowanków.
Ciężka, wieloletnia praca przyniosła efekty, które w naszych warunkach wydawały się wręcz nierealne. Wychowankowie Aesculapa trafili do kadry przygotowań olimpijskich na igrzyska w Salt Lake City w 2002 roku: Piotr Kaczmarek, Bartłomiej Wasileńczyk i Katarzyna Karasińska. Ta ostatnia do dziś z powodzeniem reprezentuje Polskę w Pucharze Świata.
Szczególne miejsce zajmowali instruktorzy. Tata wychodził z założenia, że najuczciwiej jest wychować swoich – od podstaw. Kosztowało to wiele pracy i czasu, a zawsze istniało ryzyko, że efekty tej pracy wykorzysta ktoś inny. Do tej pory jednak się udawało. Sto procent kadry szkoły stanowili wychowankowie od dziecka. Największym sukcesem – i potwierdzeniem tej idei – było wystąpienie czterdziestoosobowego zespołu na kongresie IVSI w Zakopanem.
Przy zgłębianiu życiorysu Taty, zwanego przez przyjaciół Staszkiem, nie sposób pominąć tego, co o nim pisano i opowiadano. Już w 1966 roku Krzysztof Blauth na łamach „Sportowca” nazwał go „pionierem” – określeniem trafnym i wciąż aktualnym. Pionierem wszystkiego, co nowe i trudne, co trzeba było wywalczyć wysiłkiem i entuzjazmem. Człowiekiem, który – mimo przeszkód, braku zrozumienia i upływu lat – nie tracił zapału, kołatał do kolejnych bram i konsekwentnie realizował swoje idee.
Podobnie pisał w 1988 roku Andrzej Klamut, określając Stanisława Rażniewskiego jako jedną z najciekawszych postaci dolnośląskiego sportu – zapalonego działacza, byłego zawodnika AZS Wrocław i Stali Cieplice, narciarza, tenisistę, wychowawcę młodzieży i trenera, kierującego klubem narciarskim Aesculap.
Czytelników odsyłam do autobiograficznego artykułu Stanisława Rażniewskiego pt. „Zawiłość losów i działań”, w którym autor sam opowiada o swojej drodze. Pisze o studiach w Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, o uczelni, wychowawcach, ideach i wartościach pracy na rzecz sportu i kultury.
To tam opisuje swoje dojrzewanie do roli działacza sportowego, narodziny idei „Wychowania przez góry i dla gór” oraz długą drogę, która stała się zalążkiem dzisiejszego Aesculapa. Między wierszami wyłania się charakter, a w treści – fragmenty bogatego życiorysu.
Michał Rażniewski
