Dwór, który mówił ciszą

Kuchary. Zdjęcie przedwojenne. Fot. Jan Ficki. Skan z odbitki Michał Rażniewski. Pokolorowane AI 2025

Kuchary

Dwór w Kucharach, położony w gminie Drobin, w północnej części Mazowsza, stanowi przykład XIX-wiecznej rezydencji ziemiańskiej o cechach eklektycznych. Najbardziej prawdopodobną datą jego budowy jest rok 1859, wskazywany w zestawieniach zabytków architektonicznych i w kartach katalogowych opracowanych przez współczesnych badaczy regionalnych¹. Fundatorem miał być Marceli Gorzechowski, przedstawiciel rodziny od dawna związanej z miejscowością². Obiekt powstał jako murowany dwór parterowy z użytkowym poddaszem, posiadał ryzalit środkowy oraz kompozycjonalnie uporządkowaną elewację frontową. Towarzyszył mu niewielki park krajobrazowy oraz zabudowania folwarczne typowe dla średniej własności ziemskiej regionu płockiego³.

W drugiej połowie XIX wieku i na początku XX wieku majątek zmieniał właścicieli, co znajduje potwierdzenie zarówno w opracowaniach lokalnych, jak i w dokumentach z epoki. W latach 80. XIX wieku wymieniani są Piwniccy, zaś później Turscy oraz Radomyscy⁴. Zmiany te nie spowodowały zasadniczej przebudowy bryły dworu, choć niektóre źródła wskazują na modernizacje wnętrz i możliwe dostosowania funkcjonalne w okresie około 1900 r.⁵. W tym czasie folwark funkcjonował jako gospodarstwo towarowe, typowe dla modernizującego się rolnictwa Mazowsza.

Po II wojnie światowej majątek przeszedł na własność Skarbu Państwa w wyniku reformy rolnej. Dwór stracił charakter rezydencjonalny; część budynku przekształcono na cele oświatowe i mieszkalne⁶. Park i zabudowania gospodarcze ulegały stopniowej degradacji, a układ przestrzenny zespołu uległ zatarciu. Niemniej obiekt zachował kubaturę i podstawowe cechy stylowe, co doprowadziło do wpisania go w 1979 r. do rejestru zabytków (nr rej. 487)⁷.

W końcu XX wieku dwór został podjęty w opiekę przez nowych użytkowników, dzięki czemu przetrwał w dobrej kondycji konstrukcyjnej. Od początku XXI wieku działa tu Buddyjski Ośrodek Medytacyjny, który wprowadził funkcje pobytowe, rekolekcyjne i szkoleniowe⁸. Działalność ta przyczyniła się do zabezpieczenia substancji zabytkowej i utrzymania obiektu w użytkowaniu, choć jest to funkcja odmienna niż historyczna.

Dziś dwór w Kucharach stanowi cenny przykład zachowanego zespołu ziemiańskiego regionu płockiego. Mimo przekształceń powojennych zachowuje wartości historyczne i architektoniczne, dokumentując przemiany mazowieckiej własności ziemskiej od połowy XIX w. po współczesność.

Przypisy

  1. DIPP – Dwory i Pałace Polski; PolskieZabytki – karta zabytku.
  2. DIPP – opis obiektu.
  3. tamże; lokalne katalogi zabytków.
  4. Forum Tradytor – wątek „Dwór – Kuchary (pow. płocki)”.
  5. Opracowania regionalne nt. zespołów dworskich powiatu płockiego.
  6. Relacje lokalne, archiwalia powojenne (Tradytor).
  7. PolskieZabytki – rejestr zabytków (nr 487 z 9.04.1979).
  8. Strona Buddyjskiego Ośrodka Medytacyjnego.

„Dwór, który mówił ciszą. Wspomnienia dwóch Marii o Helenie Mniszek”

Istnieją domy, w których nawet skrzypienie podłogi wydaje się częścią rodzinnej opowieści. Domy, które – choć z biegiem lat cichną i blakną – nadal niosą w sobie echo dawnych rozmów, śmiechów i wieczorów, które nikt nie chciał kończyć. Takim miejscem były Kuchary i – wcześniej – Rogale, a ich sercem była kobieta o delikatnych dłoniach, ciemnych oczach i uporze człowieka, który wie, do czego został stworzony.
Tą kobietą była Helena Mniszek.
Dwie Marie – córka i wnuczka – wspominają ją inaczej, ale ich słowa układają się w jedną linię światła.


Wspomnienie córki – Marii Fickiej

Pamiętam ją od najwcześniejszych lat – nie jako autorkę „Trędowatej”, ale jako cichą sylwetkę pochyloną nad biurkiem, z lokami oświetlonymi lampą naftową. Jej pokój był dla nas – dzieci – czymś w rodzaju sanktuarium. Nie dlatego, że zabraniano tam wchodzić, lecz dlatego, że wszyscy wiedzieliśmy: tam powstają światy.

To były czasy, gdy kobieta pisząca powieść nie miała zbyt wielu wzorów do naśladowania. A jednak matka pisała z pewnością, którą jakby przyniosła na świat wraz z pierwszym tchem. Po wczesnej śmierci mojego ojca została sama z dwiema córkami i bólem, który mógłby zniszczyć. Ale nie zniszczył. Zamienił się w opowieść – tę, którą później cały kraj poznał jako „Trędowatą”.

Niewiele było w jej życiu rzeczy łatwych. A jednak wszystko, czego dotknęła, miało w sobie elegancję – czy to była opieka nad pracownikami majątku, organizowanie szkółki dla dzieci, czy rozmowy z sąsiadami o sprawach wsi. Matka miała w sobie poczucie sprawiedliwości ostre jak klinga, a jednocześnie czułość, która potrafiła rozbroić największy smutek.

W Rogalach – zanim los przeniósł nas do Kuchar – codzienność miała rytm fortepianu. Zawsze o zmierzchu matka grała z pamięci – Chopin, Grieg, czasem coś, czegośmy nie znali. Do dziś, gdy te melodie płyną z radia, widzę jej ręce na klawiaturze i muszę odwrócić twarz, żeby nikt nie zauważył, że oczy mi wilgotnieją.

Była kobietą wykształconą, niezwykle pracowitą i wbrew temu, co mówiono później – nie była „autorką jednej książki”. Napisała ich wiele. Każdą inną, każdą dopracowaną. Ale los lubi z człowieka uczynić symbol, a symbole nie zawsze słuchają naszej woli.

Jedno wiem na pewno: mojej matce życie zawdzięczało więcej, niż zapisano w jakichkolwiek kronikach.
A ja – wychowanie, które uczyniło ze mnie człowieka, jakim byłam.


Wspomnienie wnuczki – Marii Darkiewicz

Ja znałam Babcię inaczej – najpierw z portretu o wielkich, ciemnych oczach, który wisiał w pokoju mojej Mamy jak strażniczka dawnych lat. Dopiero później – z opowieści, które miały w sobie „tamten świat”: pachnący jabłkami ze starego sadu, letnimi wizytami gości i stukotem dorożek zatrzymujących się przed białym dworem.

Kuchary… Dla mnie to słowo pachnie latem. Dom duży, jasny, z parkowymi alejkami, które prowadziły nie wiadomo dokąd – a może właśnie wszędzie. Mama wspominała, jak z siostrami chodziły na palcach, gdy Babcia zamykała się w różowym buduarze. To była dla nich tajemnica większa niż wszystkie zagadki świata: co robi dorosły człowiek, który milczy godzinami i kreśli coś piórem?

Wiedziały jedno: kiedy drzwi były zamknięte, trzeba było być cicho jak myszki.
Choć – jak opowiadała ciocia niania – czasem i tak coś stłukły, a wtedy Babcia wyłaniała się z pokoju ze śmiechem, mówiąc:
– Nic nie szkodzi! Dopóki nie połamałyście sobie nóg, wszystko w porządku.

Babcia miała w sobie lekkość, która przyciągała ludzi. W Kucharach ciągle przewijali się goście. Tenis na trawnikach, łódka na stawie, śpiewy w salonie… Jeśli bywała Wanda Wermińska, śpiewu nikt nie odważył się przerywać nawet kaszlnięciem. A gdy przyjeżdżał Jarosław Iwaszkiewicz – rozmowy trwały do nocy.

Była pełna humoru, towarzyska, a jednocześnie niestrudzona w pracy społecznej.
Szkoła, ochronki, kółko teatralne – dla niej to nie były „projekty”, tylko obowiązek serca.

A potem – mimo czasu, wojny, zniszczeń – przetrwały tylko drobiazgi: sygnet, kilka książek, pożółkłe listy. I rękopis powieści, który Babcia zaczęła, ale nie zdążyła ukończyć.
Mama przechowywała go latami. Dopiero później przekazała mi – i ja dokończyłam „Słońce”. Tak jakby prowadziła mnie za rękę.


Wspólna melodia dwóch głosów

Choć obie Mariie widziały Helenę Mniszek w innym świetle – jedna przez pryzmat dzieciństwa, druga przez opowieści i pamięć domu – ich wspomnienia układają się w jeden portret.

Portret kobiety:

– niezwykle wykształconej,
– pracowitej ponad miarę,
– gościnnej i ciepłej,
– o poczuciu humoru, które potrafiło rozładować każde napięcie,
– a jednocześnie stanowczej, sprawiedliwej i bardzo patriotycznej.

Kuchary były nie tylko „dworem pisarki”, lecz żywym domem: z zapachami konfitur, fortepianem grającym do późnych godzin, odgłosem dziecięcych kroków, letnimi wizytami przyjaciół, śpiewami, lekturą, twórczością.

To tam powstawały jej powieści – te znane i te ciche, niedokończone.
To tam wciąż unosi się echo słów zapisanych w nocy.


Moja rola

Pamięć o Helenie → Marii → kolejnej Marii. Archiwum, które ujrzało światło dzienne. Stare zdjęcia z albumów (niektóre nawet nabraly kolorów, AI) poskanowane i przygotowane do publikacji w internecie – na mojej stronie. Połączyłem wspomnienia, fotografie, listy. Stworzyłem przestrzeń, w której dawny dwór, minione lata i pióro prababci znów nabierają barw. Moja praca – filmy, fotografie, opowieści – jest przecież współczesną formą tego, co one robiły przez całe życie: ocalaniem świata od zapomnienia.


Zakończenie

Są rodziny, które zostawiają po sobie tylko daty na nagrobkach.
Są też takie, które pozostawiają opowieść. Opowieść o Helenie Mniszek – spleciona z losami Marii Fickiej i Marii Darkiewicz – to historia o sile kobiety, o domu, w którym praca i miłość do ludzi były jednym, i o tym, jak jedno pióro potrafi odmienić świat. A przede wszystkim – o tym, że nawet jeśli dwór w Kucharach dziś milczy, gdzieś tam w jego ścianach wciąż trwa echo kroków kogoś, kto w różowym buduarze potrafił stworzyć całą epokę.


Rekonstrukcja linii właścicieli

(na podstawie dostępnych źródeł; część dat przybliżona)

I poł. XIX w.

II poł. XIX w.

Początek XX w.

Po 1945 r.

XX/XXI w.


OPIS ARCHITEKTONICZNY I ANALIZA STYLISTYCZNA

Bryła i układ

Dwór jest budynkiem:

Układ wnętrz odpowiada typowi dworu mazowieckiego: sień wejściowa, układ dwutraktowy, pokoje reprezentacyjne od frontu.

Styl

Styl można określić jako eklektyczny z elementami klasycyzującymi:

Park i folwark

Pozostałości parku mają charakter ogrodu krajobrazowego:

Z dawnych zabudowań folwarcznych zachowały się fragmentarycznie pojedyncze obiekty murowane.

Stan zachowania

Powrót na górę