Tour de Pologne

Tour de Pologne

Największy w naszym kraju wyścig w kolarstwie szosowym. I pomyśleć, że ta impreza tak wiele razy gościła u nas… Fotografowałem zawodowców na karkonoskich szosach jeszcze kilka lat temu.  Lubiłem patrzeć na barwny peleton z bliska. Siadałem na swój rower i jeździłem za kolarzami, szukając okazji do strzału na krętych drogach Karkonoszy i Kotliny Jeleniogórskiej. Lubiłem to robić, bo przy okazji realizowania swojej pasji fotograficznej przygotowywałem się do narciarskiego sezonu. A więc trzy w jednym. Popatrzcie na te obrazki. Najpierw rozgadany wesoły tłumek na płaskich odcinkach kotliny. Daleko do mety, można porozmawiać po drodze. Słychać ich na kilometr… Wesołe uśmiechy, pozują do zdjęcia. Później góry. Pięli się po słynnych już serpentynach w sercu Karpacza, po drodze tysiące widzów. Wykonywali szaleńcze zjazdy przez las do Sosnówki Dolnej. Na liczniku 80 km/godz… Pędzili w dół zwartą kawalkadą w centymetrowych odstępach, łokieć w łokieć. Słychać tylko świst powietrza w szprychach. Mistrzowie kolarskiej kierownicy…

Tour de Pologne w Jeleniej Górze. Moje zdjęcia opublikowane w CYCLE SPORT (NOVEMBER 2005). Fragmenty artykułu (dokument PDF)

Na poboczach drogi gromadziło się wielu kibiców. Trasy etapów zlokalizowane były przecież w znanym trójkącie turystycznych miast: Karpacza, Szklarskiej Poręby i Jeleniej Góry (a w górach peleton pokonywał wielokrotnie zamkniętą pętlę – łatwiej wtedy obserwować zawody). Odczuwałem wiele emocji związanych przebywaniem w samym środku akcji. Wyścig tak dużej rangi robił wrażenie… Mieszkańcy kotliny chyba polubili to kolarskie święto, ufundowane przez Czesława Langa. Wyścig dookoła Polski promował nasze miasta. W tamtych pamiętnych dniach były one pokazywane w telewizji – gościliśmy u siebie najlepsze zawodowe ekipy. A wszyscy amatorzy roweru cieszyli się, bo impreza ta skutecznie popularyzowała dwa kółka wśród jeleniogórzan. Elegancki, kolorowy sznur zawodników (ubranych w efektowne i praktyczne zarazem kombinezony i kaski) mknących z gracją na swoich aluminiowych maszynach rozbudzał wyobraźnię, zachęcał do naśladownictwa, niósł kolarski sznyt i sztandar. I istnieje duże prawdopodobieństwo, że pod wpływem tego widoku wielu z nas zainteresowało się uprawianiem kolarstwa.

Zapraszam do obejrzenia moich prac, powstałych w wyniku fascynacji błyskiem szprychy. Fotografie – impresje – moje osobiste spojrzenie na kolarzy pokonujących wiraże, na ruch, na błyszczący rower – cud kosmicznej techniki 

 

error

Poleć znajomemu