Smogornia i nie tylko…


Którejś czerwcowej upalnej niedzieli 2014 roku wybrałem się na rowerową wycieczkę. Najpierw przyjemna część drogi przez las do Bukowca. Później morderczy podjazd do Karpacza Górnego. Po krótkim odpoczynku w kawiarence, podjechałem Chomontową Drogą i dotarłem (końcówka piechotą prowadząc rower) do Chaty Smogorni. Tu ogarnęły mnie wspomnienia.

Moja przygoda z narciarstwem zaczęła się w 1959 roku, kiedy to mój tatazabrał mnie na zawody narciarskie, które organizował na Smogorni w okresie istnienia klubu “Stal” Cieplice. Pierwszych nart nie pamiętam. Zachowało się jednak zdjęcie z roku 1961, na którym widać moje narty, niesamowicie długie, z wiązaniami typu “Kandahar”. Tata był dla mnie wzorem sportowca, turysty, miłośnika gór. 

Zaszczepił we mnie bakcyla wędrówek po leśnych ostępach, zimowych wyryp narciarskich. Za młodych lat potrafiłem iść po pas w śniegu, z nartami na plecach, wieczorem do Chaty Smogorni, by poćwiczyć slalom w kotle “na podchodzeniu”. Klimat tych zimowych spacerów po górskich zboczach był wyjątkowy. Było romantycznie. Srebrny Potok grzmiał nieustannie, usypiając do snu. Spało się na piętrowych pryczach. Od strony kuchni dobiegały przyjemne dźwięki strzelania palonego drewna. Rano, po przebudzeniu i wygrzebaniu się z ciepłego śpiwora ze zdumieniem patrzyłem na zamarzniętą wodę w garnku na wygasłym piecu. Przeżycia związane z pobytem w tym miejscu były tak silne, że pamiętam i wspominam te chwile z radością do dziś. 

Podobne wyprawy narciarskie urządzałem sobie do innych kotłów i nisz Karkonoskich. Jeździłem po stokach slalomowych, zaliczanych kiedyś do jednych z najpiękniejszych (jeśli chodzi o położenie) i najtrudniejszych Polsce. Nie zapomnę wspaniałych letnich wypadów pod Łabski Szczyt, do Wielkiego Żlebu Slalomowego nad Samotnią, w Śnieżne Kotły. Spędzałem dużo czasu w tych miejscach. Do dziś są one dla mnie jedyne, urokliwe, niepowtarzalne, magiczne. Śnieg utrzymuje się tam bardzo długo, aż do lata. Zalega w mniejszych czy większych łatach. To właśnie moje “chwilodowce”. Zaliczyłem na nich wiele skrętów – śmigów w maju, czerwcu a nawet w lipcu. “Chwilodowce” były dostępne dawno temu…. (zobacz także artykuł: “Letnie narciarstwo“). 

Po latach znowu wróciłem na Smogornię. Pojechałem tam wczoraj rowerem i część drogi niosłem go na plecach, ostatni odcinek do chaty jest po prostu nieprzejezdny. Siedziałem na ławeczce i zadumałem się nad przeszłością tych okolic. Wyłoniły się sylwetki narciarzy jeżdżących tu kiedyś. Pamiętam spacery wraz z rodzicami do Chaty Smogorni. Ognisko, wielkie drzewo niedaleko wejścia, zawody narciarskie w kotle… Pozostał sentyment i świadomość ogromu pracy, jaką włożono w remont budynku (dźwigano na plecach worki z cementem). tata przeprowadził setki treningów na “klubowym” stoku slalomowym. Kiedyś miejsce to tętniło życiem, funkcjonował na Smogorni  wyciąg narciarski. 

Więcej

Szkoła Narciarska i Sudecki Klub Sportowy
AESCULAP
w latach 1970 – 2014
error

Poleć znajomemu